Lato pod żaglami - Gazeta Chojnowska w ramach portalu E-Informator.pl



artykuły:

ostatnie
popularne
komentowane
regulamin
archiwum PDF
stopka redakcyjna
ogłoszenia
podgląd artykułów
podgląd komentarzy



Lato pod żaglami



Wolny czas spędza przy pianinie, rysowaniu lub słuchaniu muzyki, lubi ciężkie brzmienia i filharmonię. Swoje szerokie zainteresowania, Ula – uczennica szkoły średniej, wzbogaciła ostatnio o żeglarstwo, które jak twierdzi nie jest jej pasją, ale sposobem na życie i nie wyobraża już sobie wakacji na lądzie.

Masz 17 lat. Większość Twoich rówieśników najchętniej spędza czas wolny na dyskotece, przy komputerze, lub innych konwencjonalnych rozrywkach. Skąd pasja żeglugą?
Wszystko zaczęło się od obozu żeglarskiego, gdzie zakochałam się w żaglach. Zrobiłam patent żeglarza jachtowego. Później żeglowałam głównie po jeziorze Sławskim, trochę na Mazurach. Jednak wciąż było mi mało, więc postanowiłam sprawdzić się na morzu. Rok temu wybrałam się na rejs szkoleniowy po Bałtyku, z nadzieją, że będzie to dla mnie skuteczne zniechęcenie i że wrócę szybko do „normalnego", spokojnego życia. Myliłam się. Morze jest jak narkotyk. Cały rok żyłam nadzieją, że w te wakacje znów popłynę. I udało się. Właśnie wróciłam z rejsu żaglowcem szkoleniowym s/y „Zawisza Czarny", z Gdyni- przez Bornholm, Kopenhagę i Kanał Kiloński- do Amsterdamu.

Rejs na pełnym morzu, to ogromna odpowiedzialność, ciężka praca, a dla laików, monotonia. Zgadzasz się z tą opinią?
O tym, że rejs pełnomorski wymaga nie tylko ciężkiej pracy i odpowiedzialności, ale także wytrzymałości i przystosowania się do każdych warunków, przekonałam się będąc pierwszy raz na morzu. Pierwszych kilka dni płynęliśmy non stop w sztormie przekraczającym 8 stopni w skali Beauforta. Jacht był niewielki, ośmioosobowy. Mimo braku doświadczenia, przydzielono mi funkcję II oficera. Najgorsze chwile przeżyłam podczas mojej pierwszej wachty nawigacyjnej, która przypadała na godziny nocne, w największym sztormie. Kapitan położył się spać, natomiast pierwsza oficer zostawiła mnie z grubą książką (w której „jest wszystko") i też poszła spać. A ja zostałam na pokładzie z trzema kolegami potrafiącymi jeszcze mniej ode mnie. To była prawdziwa szkoła życia.
Na rejs Zawiszą wybrałam się, chcąc głównie posmakować dyscypliny i pracy w większej (bo ponad czterdziestoosobowej) załodze. Zawisza słynny jest na całym świecie ze swoich tradycji żeglarskich i umiejętnego szkolenia młodych żeglarzy. Rejs tym razem był niezwykle przyjemny, a wiatr sprzyjający. Musieliśmy się przyzwyczaić do codziennych prac porządkowych, czyli mycie całego pokładu, ubikacji i łazienek, polerowania mosiądzów, ale także do pracy w kambuzie (kuchni), na co składała się pomoc przy posiłkach, obieranie kilkudziesięciu kilogramów ziemniaków i mycie garów po całej załodze. Najprzyjemniejszą pracą na pokładzie, ale też najcięższą, była praca przy żaglach- stawianie ich, wybieranie, klarowanie. Mozolna praca, ale nic później bardziej nie cieszy oka niż widok białych, własnoręcznie postawionych żagli, wypełniających się powietrzem.
Największą udręką, o czym się zwykle nie mówi, jest choroba morska, na którą cierpi niestety znaczna większość żeglarzy. Utarło się nawet powiedzenie, że morze jest jak wielkie biuro obsługi klienta- przyjmuje wszelkie zwroty! Podobno do choroby morskiej można się przyzwyczaić, w końcu tak wielu żeglarzy funkcjonuje normalnie, mimo „chwil słabości". Mnie jakoś szczęśliwie ominęła przyjemność doświadczenia choroby morskiej, więc należę do tej radosnej mniejszości.
Jeśli zaś chodzi o laików, żeglarstwo morskie może być faktycznie monotonią tylko dla nich, czyli dla osób, które morze oglądali tylko z perspektywy lądu. Praca na morzu nigdy nie jest monotonna, nawet jeśli komuś nie przypadnie do serca.

Wiem, że żeglarstwo, to nie jedyne Twoje hobby?
Żeglarstwo to już nie hobby, ale sposób na życie. Natomiast, jeśli chodzi o moje zainteresowania, to jest ich wiele. Dużo by mówić na ten temat. Większość moich zainteresowań sprowadza się do szeroko pojętej sztuki.

W jaki sposób zachęciłabyś nastolatków do żeglarstwa?
Szczerze, nie widzę sensu, by kogokolwiek zachęcać. Owszem, zawsze warto spróbować wejść na żaglówkę i przepłynąć się po jeziorze, by się przekonać, czy „kręci mnie to" czy też nie. Każdy musi sam odnaleźć własne pasje. Jeśli ktoś złapie bakcyla, wówczas już nie ma potrzeby go zachęcać. Zawsze też warto mieć na uwadze, że żeglarstwo jest dość kosztownym sportem. Dlatego, jeśli kogoś faktycznie ciągnie na morze, to najlepiej wyrobić staż i zdać egzamin na patent sternika. Sternicy morscy mogą już brać udział w rejsach jako oficerowie (płacą tylko część ceny) lub nawet kapitanowie na mniejszych jednostkach. Natomiast jeśli ktoś pasjonuje się żeglarstwem śródlądowym, to warto zapisać się do klubu żeglarskiego lub zrobić patent instruktora.
Ja oczywiście nikogo nie zachęcam, a raczej zniechęcam. W chwili obecnej panuje wielki bałagan w przepisach na śródlądziu, a jeziora roją się od pseudożeglarzy- piratów, którzy wypożyczają ekskluzywne jachty i, nie znając nawet zasad pierwszeństwa, szpanują i wożą się po jeziorach. Stąd też wzięła się, niewiele przesadzona, zasada, że „im droższy jacht, tym większym łukiem należy go omijać".

Gdzie planujesz kolejne wakacje?
Nie potrafię już sobie wyobrazić wakacji na lądzie, więc oczywiście chcę gdzieś popłynąć, zaczęłam już nawet zbierać pieniądze. Chciałabym tym razem wybrać się na „Szkołę pod żaglami", organizowaną przez żaglowiec „Pogoria" lub „Fryderyk Chopin". Jeden etap takiego rejsu trwa miesiąc, co pozwoliłoby mi zyskać wiele godzin stażu, wymaganego na kolejne- wyższe stopnie żeglarskie. Jeśli się uda, chciałabym już w przyszłe wakacje zdać egzamin na patent sternika jachtowego.

rozmawiała


Emilia Grzeskowiak
Napisz swój własny komentarz
Tytuł:      Autor:

serwis jest częścią portalu www.E-Informator.pl przygotowanego przez MEDIART © w systemie zarządzania treścią CMS Kursorek | Reklama