Warto zobaczyć - INNA POLSKA, CZYLI WYPRAWA NA KRESY - Gazeta Chojnowska w ramach portalu E-Informator.pl



artykuły:

ostatnie
popularne
komentowane
regulamin
archiwum PDF
stopka redakcyjna
ogłoszenia
podgląd artykułów
podgląd komentarzy



Warto zobaczyć - INNA POLSKA, CZYLI WYPRAWA NA KRESY



O rowerowych wyprawach po kraju piszemy dość często. Uczestnicy bicyklowych podróży chętnie dzielą się wrażeniami, zachęcając jednocześnie do takiej formy wypoczynku. Rafał Wyciszkiewicz –znany wielu jako chojnowski fotografik, każdą wolną chwilę wypełnia podróżami na dwuśladzie, zabierając ze sobą niewielki ekwipunek i oczywiście aparat. O jego rowerowych szlakach, kolejny raz możemy dowiedzieć się z naszej Gazety.

Ubiegłoroczne wojaże zakończyłem na Mazurach i właśnie stamtąd postanowiłem wyruszyć ku przygodzie tego lata. Moim celem był Przemyśl. Nim wsiadłem na rower czekała mnie 12-godzinna podróż koleją do Ełku. To był pierwszy dzień mojej podróży.

Dzień drugi. Po przejechaniu zaledwie pięciu kilometrów złapałem "gumę" (pierwszą w mojej karierze). Największą atrakcją tego dnia były słynne wiadukty kolejowe w Stańczykach. Mają 36 metrów wysokości i 200 długości. Są to najwyższe mosty w Polsce. Niedawno kręcone były w tym miejscu końcowe sceny "Rysia". Wkrótce dotarłem nad nasze najgłębsze jezioro-Hańczę. Kilka kilometrów dalej-w Smolnikach moim oczom ukazał się wspaniały widok na cały suwalski Park Krajobrazowy. Stąd A. Wajda robił panoramy do "Pana Tadeusza". Myli się ten, kto uważa suwalszczyznę za płaskie tereny. Muszę przyznać, że moje nierozgrzane jeszcze mięśnie dostały lekko w kość.

Dzień trzeci. Trasą przez Suwałki dotarłem do jednego z najpiękniejszych zakątków północno-wschodniej Polski-jeziora Wigry. Na sztucznie usypanym przez kamedułów półwyspie wznosi się ciekawy zespół poklasztorny, gdzie podczas ostatniej pielgrzymki gościł Jan Paweł II. Noc spędziłem w Suchej Rzeczce nad Jeziorem Serwy. Nie musiałem rozbijać namiotu, gdyż gospodarz zaproponował mi nocleg w altance. Jakież było moje zdziwienie, kiedy rano przyszła jego żona i zażądała 20 złotych.

Czwartego dnia rano znalazłem się w rozsławionym przez budowę obwodnicy - Augustowie. Osobiście jestem przeciw tej inwestycji i jak najbardziej współczuję mieszkającym tam ludziom - dziesięć minut zabrało mi przejście na drugą stronę ulicy. W miejscowości Bohoniki zwiedziłem jeden z dwóch w naszym kraju meczetów. Od XVIII wieku żyją tutaj polscy Tatarzy.

W piątym dniu zwiedziłem meczet w Kruszynianach, by następnie znaleźć się nad ogromnym zbiornikiem retencyjnym Siemianówka, mającym długość 11km. Warto zaznaczyć fakt, że powstało nad nim kilka ujęć do filmu "Opowieści z Narni". Jedną z ciekawszych miejscowości, jaką odwiedziłem była Białowieża, cel oczywiście miałem jasny - zobaczyć żubry. Aby nie wracać do Hajnówki, postanowiłem skrócić sobie drogę przez puszczę, a to nie taki sobie lasek. Był to najdłuższy, bo aż 45 kilometrowy odcinek leśny, jaki kiedykolwiek pokonałem. Jak to często bywa ze skrótami, kosztowało mnie to piętnaście dodatkowych kilometrów.

Siódmego dnia wyprawy odwiedziłem święte miejsce prawosławia- górę Grabarka, gdzie wokół cerkwi stoi ponad 7 tys. krzyży. Zwiedziłem także najstarszą polską stadninę w Janowie Podlaskim.

Dzień ósmy. Wczesnym rankiem zawitałem do Chełma, przez co nie mogłem zobaczyć największej atrakcji miasta, jaką są jedyne w Europie podziemia kredowe. Ale nie ma tego złego... 70 km dalej zwiedziłem jedno z piękniejszych polskich miast - Zamość, wpisany w całości na światową listę UNESCO. Dzisiejszy etap to było prawdziwe piekło. Nie dość, że trasa wiodła przez tereny o sporych podjazdach, to jeszcze wiał wiatr a temperatura dochodziła do 34*C. Mimo tego zrobiłem 147km.

Dzień dziewiąty zaczął się pechowo. Przejeżdżając przez tory zaliczyłem mocne bum. Sam nie wiem, jakim cudem nic mi się nie stało. Tory te prowadziły do dawnego hitlerowskiego obozu zagłady w Bełżcu, gdzie obecnie znajduje się ogrodzone, zaorane pole i małe muzeum.

Dziś przekonałem się o gościnności ludzi ze wschodu. Pytając o drogę w jednej z miejscowości, zostałem zaproszony na smaczny obiadek. O godzinie 18 osiągnąłem cel, dojeżdżając do wielokulturowego, pięknie położonego Przemyśla. Lecz nie był to jeszcze koniec mojej wyprawy.

Dzień 10. Dziś zwiedziłem dwa zamki. Pierwszym był Krasiczyn koło Przemyśla, a drugim jedna z najpiękniejszych rezydencji magnackich w Łańcucie. Jego wnętrza to po prostu bajka. Ostatnią noc spędziłem w domu u rodziny i to za zupełną darmochę.

Podsumowując- była to moja bardzo udana wyprawa. Czuwała chyba nade mną jakaś opatrzność, gdyż następnego dnia po powrocie pogoda tak się zmieniła, że na dwa tygodnie rower poszedł w odstawkę.

Przejechałem 1200 km, a co najważniejsze, zwiedziłem wszystkie zaplanowane miejsca.
Jeśli ktoś chce zobaczyć coś innego niż woda i piasek, zapraszam do jakże innej Polski - tej na wschodzie.


Rafał Wyciszkiewicz
Napisz swój własny komentarz
Tytuł:      Autor:

serwis jest częścią portalu www.E-Informator.pl przygotowanego przez MEDIART © w systemie zarządzania treścią CMS Kursorek | Reklama