Chojnowski felietonik - WZIĘŁO MI SIĘ NA PRZYSŁOWIA - Gazeta Chojnowska w ramach portalu E-Informator.pl



artykuły:

ostatnie
popularne
komentowane
regulamin
archiwum PDF
stopka redakcyjna
ogłoszenia
podgląd artykułów
podgląd komentarzy



Chojnowski felietonik - WZIĘŁO MI SIĘ NA PRZYSŁOWIA



      Ufff!!! Już po wyborach. Przez kilka ostatnich tygodni w mieście huczało jak w ulu. Kto będzie wybrany? Czy ci, którzy -zdaniem jednych - zasłużyli się miastu, czy też ci, którzy swoimi dzialaniami zapędzili nas w przysłowiowy "kozi róg"? Kto, gdzie, o kogo chodzi? Nie wiadomo. Byliśmy "my", byli "oni". Którzy, którymi? "Był las nie było nas, będzie las, nie będzie nas". "Bądź tu mądry i pisz wiersze" mówi przysłowie (jeszcze inne). Ale nie każdy jest wierszokletą. Ot, chociażby ja, którego też nikt o poezję (niezależnie czy byłyby to "rymy częstochowskie" czy haiku) posądzać nie może.
      A więc jesteśmy już po gorącym okresie kampanii, po której pozostały tylko niepozdejmowane plakaty (już nie pierwszej świeżości) straszące nas swoim wyglądem. Faktem jest, że porozwieszane były one w różnych punktach miasta. I pół biedy, kiedy twarz tego czy owego kandydata spoglądała na nas zza witryny sklepowej. Stamtąd po wyborach wszyscy poznikali. Znacznie gorzej wyglądają ci, którzy swoje miejsce znaleźli na słupach ogłoszeniowych, murach czy płotach okalających tereny budowy. Powydzierane oczy, pokancerowane oblicza ludzi, którzy starali się swoimi twarzami przekonać społeczność chojnowską do swych wizerunków, zarówno tych fizycznych, jak i programowych.
      Nie moja sprawa oceniać to, co na płotach, czyli tzw. własności prywatnej. "Moja chata z kraja" mówi kolejne przysłowie. I prawda. Jeśli twarz byłego prominenta spogląda z płotu właściciela posesji swoimi niewidzącymi oczami, a zdaniem udostępniającego płot nie stanowi ona makabrycznego obrazu - jego sprawa. Ostatecznie można lubić Picassa, czy innego abstrakcjonistę. Twoje prawo. Jeżeli coś nie obraża uczuć społeczeństwa. A to, bynajmniej nie ma miejsca...
      Dajmy im jednak święty spokój. "Ty nieboszczykom spokój daj" - jak niosła stara, śpiewana jeszcze przed wojną piosenka. Część z nich odeszła już (niekoniecznie też fizycznie) do historii, czyli w tzw. "niebyt" (a ilu historia czegokolwiek nauczyła - jak mówił znany satyryk Jan Pietrzak "historia tylko tyle nas nauczyła, że nigdzie, nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła"). I, być może, "duchy przeszłości" już nie wrócą. Czy jednak z dawnych nauk nie powinniśmy wyciągać wniosków? "Oto jest pytanie" - powiada Hamlet.
      A pytań tych jest "do licha i trochę". Co dalej z Chojnowem? Jakie perspektywy widzimy na przyszłość? Optymistycznie rzecz biorąc, chcielibyśmy zobaczyć Chojnów "mlekiem i miodem płynący" ( że też mi się dziś na te przysłowia zebrało). Malkontenci jednak nie tak podchodzą do naszej przyszłości. "W tym mieście niczego się już nie zrobi". "Cztery laski dynamitu w czterech punktach miasta i wynik lepszy niż w Nowym Jorku" - twierdzą ci, którzy uważają, że syndrom Osamy Bin Ladena byłby jedynym rozwiązaniem dla naszego miasta.
      Czy rzeczywiście? Nie sądzę, żeby było to jedyne rozwiązanie naszych chojnowskich problemów. Weźmy np. problem bezrobocia. Czy jest do rozwiązania? Czy jest do rozwiązania przede wszystkim naszymi, chojnowskimi siłami? "Nie wierzę - powiedział mi jeden z moich znajomych. - To jest rzecz niemożliwa. "Babki z piasku", "szklane domy", "gruszki na wierzbie", "marzenia ściętej głowy" (i znów seria przysłów, ale podobno "przysłowia są mądrością narodu").
      Tyle malkontenci. I cóż oni robią? Nic. Po prostu nic konkretnego. Czy taka "pozycja kreta" jest typowa dla ogółu chojnowian?... "Nie masz, nie masz nadzieje" - pisał przed laty śp. Imć Pan Jan Kochanowski. Tylko, że Kochanowski w "Trenach" .opłakiwał swą zmarłą ukochaną córeczkę Urszulkę, której już nic nie mogło pomóc. Nie pamiętam, w którym, lecz wiem, że w jednym z ostatnich zauważył "światło w tunelu" rozpaczy, co dało mu nadzieję i uspokojenie.
      Fakt, że sytuację Chojnowa można byloby porównać do śmierci ukochanej córeczki Mistrza Jana. I tak samo można, a nawet należy próbować szukać wyjścia z impasu. I nie wystarczą jedynie utyskiwania "źle jest, źle, głód nam grozi..." Nie wystarczy krakać, jak (również przysłowiowe) wrony. Trzeba sukcesywnie szukać sposobu rozwiązywania nabrzmiałych problemów, z którymi się borykamy od lat.
      Dostrzeganie, to nie tylko wskazywanie samych pejoratywnych elementów, malkontenctwa, ale umiejętność REALNEGO SPOJRZENIA. Nie tylko dostrzeganie, ale szukania wyjścia z impasu.
      Nie jest dobrze, być może nawet jest źle. I naszym, lokalnym obowiązkiem jest rozwiązanie tych wszystkich problemów. A w końcu "noc nie trwa wiecznie..."
" I tym optymistycznym akcentem oraz powiedzeniem Jana Tadeusza Stanisławskiego - profesora mniemanologii stosowanej "i to by było na tyle" - kończę.


KADŁUBEK
Napisz swój własny komentarz
Tytuł:      Autor:

Komentarze
TytułdataAutor
chyba jednak noc tu trwa wiecznie2002-12-13talerz

serwis jest częścią portalu www.E-Informator.pl przygotowanego przez MEDIART © w systemie zarządzania treścią CMS Kursorek | Reklama